Opublikowano Dodaj komentarz

Wywiad z Evildoll & Nefteho

Kto słyszał o Shibari? To ciekawe, melodyjnie brzmiące słowo przywołuje na myśl coś egzotycznego, innego…

Kiedy pierwszy raz usłyszałam Shibari pomyślałam, że pewnie jest to jakaś część japońskiego ubioru lub instrument. I okazało się, że się mylę… A może jednak nie? O sztuce Shibari, o tym, że jest to instrument grający na emocjach porozmawiamy performerami Nefteho oraz jego żoną Evildoll.

Witajcie, cieszymy się, że zechcieliście poświęcić nam czas i porozmawiać o japońskich torturach, które wkradły się do erotycznej alkowy miłośników BDSM. A zatem – co to jest Shibari? Czy można je uznać jako jeden z rodzajów bondage, czy może jest to coś więcej?

Nefteho: To jest ogólnie strasznie śmieszne. W Europie przeróżne zabawy z wiązaniem udokumentowane historycznie są bardzo dawno. Z resztą zachowania bliskie BDSM, już od dawna goszczą w naszej kulturze. Nawet niektóre nurty w kulturze katolickiej – jak istnienie flagelantów*, ocierają się o tego typu zachowania. W końcu, czerpanie satysfakcji z bólu w wykonaniu tej grupy ludzi jest szczególnie zabawne w kontekście prób zestawienia tego z „osiąganiem czystości”. Cóż, kultura europejska zawsze zachowywała się jakby miała ciężką dwubiegunówkę. Im bardziej dociśnięte były normy moralne, tym większy miały obrót wesołe domki.

Bondage jest więc świetny, ma historię, jest udokumentowany i można o nim sensownie rozmawiać. Co więcej – przejście z barbarzyńskich czasów, gdzie zachowania seksualne z włączeniem zachowań sadystycznych i masochistycznych stały się bardziej cywilizowane – zaszło w Europie. To tutaj możemy mówić o jakichkolwiek rozważaniach na temat przyzwolenia w takich związkach, o partnerstwie, o opracowaniu zasad komunikacji. Tak naprawdę BDSM jako zachowania bezpieczne – pojawiły się w Europie i z europejskim sposobem myślenia mają bezpośredni związek.

Shibari w formie obecnej jest w zasadzie modnym Tworem ostatnich kilku lat. Jeżeli mamy traktować je na poważnie to trzeba popatrzeć na jego historię. Zwróćmy uwagę, że Japończycy nigdy sami niczego nie wymyślili. Ich najważniejszymi elementami kultury są: picie herbaty (ukradzione Chinom), Sumo – jako zapasy mongolskie (ukradzione z Mongolii
), pismo (będące uproszczonym zapisem chińskim). 
Czego nie dotkniemy, od produkcji katany, przez sposób ubierania, jedzenia do sposobu walki i seksualności – wszystko komuś ukradli. Czy może raczej: podpatrzyli i próbowali udoskonalić. Często przynosiło to fajne efekty – jak w przypadku produkcji katany, a czasem śmieszne – jak w przypadku walki wręcz.

EvilDoll Shibari

W tym ujęciu nie należy się dziwić, że wiązanie oczywiście nie jest ich wynalazkiem, tylko jest zapożyczeniem z Chin. W Chinach była długa tradycja torturowania jeńców poprzez wiązanie, znów opierając się na zapiskach historycznych mamy tam zachowanie polegające na podwieszeniu pod powałą i bicie długimi giętkimi kijami. Ratan, czy bambus świetnie się do tego nadają. Techniki wiązania były dosyć dobrze opisane i przekazywane.

W Japonii uprościło się to, i na początku służyło tylko do wiązania jeńców. Tu się pojawia chyba jedyny element jaki dorzucili do tego Japończycy, ale z mojego punktu widzenia bardzo, bardzo cenny. Otóż z uwagi na wysokie poczucie honoru rozwinął się zwyczaj, że „jeniec musi mieć szansę”. W końcu honorowy samuraj wiązał honorowego samuraja – nikt inny nie szedł w niewolę tego typu, tylko od razu był zabijany lub stawał się typowym niewolnikiem. Przyjęło się zatem, że podczas wiązania nie używa się… Węzłów.

Czemu ma to znaczenie? Po pierwsze – przypomina nam to, że obiekt Wiązany to jednak osoba, o czym wielu wiążących zapomina w zachwycie nad swoimi węzełkami. Po drugie – daje fajną zabawę, gdzie osoba wiązana próbuje się wyswobodzić i ma na to jakąś szansę. Przede wszystkim jednak wskazuje, że o ile wiązanie może trwać bardzo długo, to poprawne wiązanie zakłada przede wszystkim bezpieczeństwo, a więc to, że jego zdjęcie to moment.

Ale ciągnijmy wątek historyczny. Wiązanie w ujęciu seksualnym pojawiło się w Japonii w okresie międzywojennym i jest amalgamatem, pomiędzy wiązaniem Japońskim i erotyzmem, wniesionym do niego pod wpływem europejskiego bondage. Znane stało się w drugiej połowie lat 90, rozpropagowane zostało na fali nowego ruchu w pornografii BDSM, rozpoczętego przez Insex. Potem stopniowo stawało się po prostu modne.

Tak zupełnie szczerze – jak w 2007 robiliśmy pierwsze warsztaty to nikt o tym nie słyszał, poza kilkoma osobami w Polsce. Inna kwestia, że w Polsce prekursorem wiązań i tak był Gunraptor.

Wiązania w Polsce rozpowszechniły się w ciągu ostatnich kilku lat. Wiąże się to z tragicznym spadkiem ich jakości i wieloma patologicznymi zachowaniami w ich obrębie, gdzie największym zagrożeniem jest uprzedmiotowienie osób wiązanych i robienie wiązań jako celu dla samych wiązań.

Zacząłem od tego, że shibari jest śmieszne. Otóż bawi mnie bardzo to, gdzie mówi się obecnie o nim jako o wielowiekowej tradycji, czy tradycyjnym japońskim wiązaniu. Jest to śmieszne w ujęciu historycznym. Ale ludzie zakochani we wschodniej kulturze uwielbiają tę odrobinę magii, która nadaje w ich mniemaniu pozór tradycji. Widziałem ogłoszenie szkoły Aikido, która pisała, że ma 2000 lat tradycji i Kempo, które miało mieć 3000 lat. Jak się temu przyjrzeć bliżej – smutne to i śmieszne zarazem…

Często można usłyszeć od osób, które doświadczyły wiązania / podwieszania, że spotkało je coś niesamowitego – metafizyczna rozkosz połączona z poczuciem bezpieczeństwa oraz wolności. Spotkaliście się z takimi odczuciami, lub może sami je przeżyliście?

Nefteho: raczej mam wrażenie, że modnym stało się pisać w ten sposób o tym. Wiązanie ma konkretne zastosowania, robienie z tego magii i celu samego w sobie, to co najmniej lekka przesada. Ogólnie wiązanie stało się modne, więc od 5-8 lat zaczęło się dorabianie do tego ideologii. Uważam, że jest to raczej samo w sobie szkodliwe.

Evildoll: tak, zdarzyło nam się wiązać osoby, które zdawałoby się, że traktują to w „metafizyczny” sposób. Ale nie podchodzę do tego poważnie, a raczej ironicznie. Jest to coś niesamowitego, ale nie róbmy z tego religii 😉

Dlaczego Wasze liny są takie wyjątkowe? Czy dotąd na rynku nie było po prostu lin, które by Was satysfakcjonowały?

Nie uważamy naszych lin za wyjątkowe. Są po prostu zrobione tak, jak liny powinny być zrobione. Problem polega na tym, że praktycznie na rynku nie ma lin (poza linami Gunraptora), które nadawałyby się do jakichkolwiek wiązań. W czasie jak zaczynaliśmy wszystko co było dla nas dostępne, było po prostu nieporozumieniem. Lubimy nowe rzeczy, lubimy sprawdzać czy nam się uda, lubimy też robić wszystko od początku do końca, by wiedzieć i się uczyć. Jest to idealny pretekst by robić coś samemu. A jak wyjdzie to się cieszyć.

Oczywiście z czasem udoskonaliliśmy ich produkcję i teraz potrafimy zrobić liny lepszej jakości – wytrzymalsze, trwalsze. Jakiś czas temu w ramach testu używaliśmy tych lin na wycieczce, spływie kajakowym, etc. Sprawdziły się doskonale – najważniejsze, że nie straciły swoich właściwości, pomimo warunków w jakich były używane.

Wspólnie z Żoną prowadzicie warsztaty oraz pokazy Shibari. Czy ktoś, komu spodobało się wiązanie partnera lub partnerki, powinien najpierw skorzystać z wiedzy i doświadczenia profesjonalistów, takich jak Wy? Jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą ten rodzaj zabawy?

Tak! Należy się uczyć, czerpać wiedzę, od ludzi, którzy się na tym znają. Nie jesteśmy jedyni, ale z drugiej strony, ludzi mających wiedzę nie jest znów tak dużo. Jak mieliśmy okazję się przekonać niejednokrotnie, nawet ci, którzy podają się za „profesjonalnych wiążących”, często nie powinni wiązać niczego, ani nikogo.

Niebezpieczeństwa? Zacznijmy od najprostszych: otarcia, przyszczypnięcia, blizny, przypalenia skóry i niestety jest to w zasadzie norma. Źle założona lina może wyrządzić w skrajnych przypadkach dużo poważniejsze skutki, jak niedotlenienie tkanki prowadzące do martwicy. Zdarzały się przypadki zgonu przez zadzierzgnięcie. Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale wypadki takie są odnotowane.

EvilDoll Shibari

Ale jest jeszcze druga strona. Ponieważ wiązania stały się modne, niestety poszły też w złym kierunku. Kiedyś na jednym ze spotkań podchodzi do nas bardzo kulturalny i miły młody człowiek i pyta: „może razem powiążemy?”. To my na to „OK, ale po co?”. I odpowiedź nas zabiła: „bo ja umiem zrobić…” – i tu padła nazwa jakiegoś tam wiązania. Niestety – wiązanie stało się celem samym w sobie. Zniknęła gdzieś tu osoba wiązana, a to przecież dla emocji wiązanej osoby wiążemy, a nie dla tego, że wiążący chce się popisać węzełkami – to patologia i uprzedmiotowienie osoby wiązanej.

Efektem jest wysyp ludzi, którzy wiążą tylko dlatego, żeby popisać się wiązaniami, nie zwracając uwagi na osobę wiązaną. A to powoduje większą nieuwagę, wzrasta liczba kontuzji i wypadków. Lepiej, żeby tacy ludzie wiązali manekiny – przynajmniej nie zrobią im krzywdy.

Kilka razy dziewczyny przyjeżdżające do nas, żeby się powiązać, były zdziwione, że nie zostają im otarcia, czy inne uszkodzenia, a przecież u innych wiążących zostawały. My staramy się tłumaczyć, że nie robimy absolutnie nic specjalnego. Wiązania nawet nie są głównym nurtem naszych zainteresowań. My po prostu robimy minimum tego, co można nazwać bezpieczeństwem.

To pytanie nurtuje mnie najbardziej – na zdjęciach, filmach instruktażowych itp. jest ukazana związana kobieta. A mężczyźni? Zdarzało Wam się wiązać mężczyzn? Czy może jest to zarezerwowane tylko dla kobiet?

Historycznie japońskie wiązanie było przeznaczone dla mężczyzn. Nam się zdarzało wiązać mężczyzn. Są osoby, które głównie tym się zajmują. Samo unieruchamianie, czy podwieszanie jest bardzo podobne. Zabawa zaczyna się, gdy robimy wiązania mające oddziaływać na części intymne – z oczywistych względów pojawiają się tu różnice. Ale to technika, technika i jeszcze raz technika.

Kolejnym produktem jaki wspólnie stworzyliście to świece do zabaw BDSM. Opowiedzcie o nich – jak ich używać? Z czego są produkowane? I czym różnią się od zwykłych świec parafinowych dostępnych w każdym sklepie?

Świece nasze wynikają czysto z rozdrażnienia brakiem odpowiedzialności niektórych osób zajmujących się waxplay. Bezpośrednim impulsem była impreza w Polsce, gdzie organizatorzy ogłosili, że oni nie zatrudniają profesjonalistów, tylko niech każdy przyniesie cokolwiek ma w domu i zrobi się polewanie. Potem szukali jakiejś biednej dziewczyny, którą mieli polewać tym czymś. I jeszcze jej tłumaczyli, że to bezpieczne i to kontrolują. A wosk techniczny, nie dość, że jest trujący, to może się nagrzać do takiej temperatury, że nawet do szpitala nie byłoby po co jechać. Czemu tak? Bo dzięki temu organizatorzy mogli zarobić więcej pieniędzy, nie licząc się z czyimś zdrowiem. Ale to takie „januszowe” podejście – „jeżeli to nie ja wyląduję w szpitalu, tylko ktoś, to co mnie to obchodzi”.

Świece dostępne w sklepach produkowane są z różnych rzeczy, np. ze związków ropopochodnych. Część z nich nie może być nawet używana w pomieszczeniach, bo można się nimi zatruć. Część standardowo używanych barwników do świec i wszystkie aromaty mają zakaz kontaktu ze skórą, a gdy się ich używa, należy robić to w rękawiczkach. Świeca kupiona w sklepie może mieć od 50 do 150°C temperatury roztopionego materiału. Nie ma nad nią żadnej, absolutnie żadnej kontroli!

Ludziom wydaje się, że jak świece są dopuszczone do obrotu, to muszą spełniać normę. No i spełniają – koloru płomienia i ilości sadzy. Nikt natomiast nie bada ich na to, jak reaguje na nie skóra. Kluczem jest tu cena: naturalny wosk jest drogi. Niektóre woski kosztują 150 zł/kg, a „świeczka z marketu” to kilka złotych. Poza tym… To nie osoba polewająca, tylko polewana dostanie raka skóry.

Nasze świece do wax–play produkujemy wyłącznie z naturalnych wosków roślinnych. Są to te same substancje, które znaleźć można w kosmetykach. Skład dopracowaliśmy tak, by temperatura topnienia całości była niska, acz oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by wygrzać wosk nieco mocniej, czemu sprzyja budowa świecy – a konkretnie jej szerokość, która umożliwia wytapianie się jej do środka.

Opowiedzcie nam proszę troszkę o sobie – czy pokochaliście się będąc już w klimacie BDSM, czy może wspólnie odkrywaliście uroki zabaw ze słodka torturą w tle?

Evildoll: i tak i nie. Kiedyś trafiłam na filmy erotyczne o tej tematyce i bardzo mi się spodobały. Chciałam spróbować ale żaden partner nie był w stanie sprostać temu zadaniu, aż na mojej drodze pojawił się mój obecny Pan i Władca 🙂 Pamiętam, jak na jednym z pierwszych naszych spotkań wypadła mu linka z bagażu i akurat na mnie spojrzał. Z radości aż oczy mi się zaszkliły i usiadłam w pozycji wyczekującej jak grzeczna Sunia.

Nefteho: no i bądź tu człowieku poważny. W klimacie byliśmy każde z nas oddzielnie wcześniej, acz Kasia bardziej teoretycznie. Ale jak zaczynaliśmy związek, to nie mieliśmy pojęcia o preferencjach drugiej osoby. Dobrze się stało – bo inaczej pewnie byśmy tyle czasu ze sobą nie wytrzymali. Wspólne zainteresowania tego typu są bardzo silnym elementem wzmacniającym związek, ich brak może być przyczyną jego rozpadu. Z resztą – niedostosowanie preferencji seksualnych jest jedną z ważniejszych przyczyn rozpadów związków w ogóle…

EvilDoll Shibari

Chcielibyście coś od siebie dodać? Może poprzez organizowane pokazy dla osób chcących rozpocząć zabawę z Shibari niesiecie jednak jakiś głębszy przekaz? I czy w ogóle można tu mówić o „zabawie”?

Nefteho: od siebie to ja dodam, że do rozpaczy doprowadza mnie patrzenie czym wiązania się stają. Wiązanie ma kilka konkretnych funkcji i ma zaspokajać kilka potrzeb:

• może być unieruchomieniem:

Po pierwsze zabezpiecza potrzeby związane z fizycznym brakiem ruchu, co może samo w sobie być fetyszem. Oddziałujemy wtedy na taką osobę, dbając o to, żeby zapewnić możliwie jak najdłuższe unieruchomienie, ale pozycja musi być bardzo wygodna – w końcu chodzi o samą kontrolę fizyczną. Bliskie temu są zabawy z deprywacją sensoryczną. Osobie takiej można chociażby zawiązać oczy, wyeliminować dźwięki z otoczenia itd.

Po drugie zabezpiecza część fetyszy związanych ze stosunkiem dominacja / uległość. Dodaje fizyczny komponent do emocji związanych z podleganiem i byciem kontrolowanym przez drugą osobę.

Po trzecie może grać istotną rolę w scenariuszach stylizowanych „porwań”, „gwałtów” i tym podobnych, gdzie osoba uległa przede wszystkim stara się uwolnić i uciec. Wiązania są dużo lepsze niż jakiekolwiek kajdanki, bo są dużo bezpieczniejsze, a do tego – zostawiają ważną przy takiej zabawie – ułudę możliwości ucieczki.

Po czwarte – mogą stanowić bazę do zabaw, gdzie osoba unieruchomiona jest poddawana różnym bodźcom, czy będzie to zabawa z woskiem, czy wymuszenie orgazmu, czy cokolwiek innego. Ważne jest to, że – przykładowo – przy wspaniałym orgazmie organizm sam ucieka i trudno jest otrzymać całą gamę uczuć z nim związanych. Wiązanie jest dużo lepsze niż cokolwiek innego, bo jest zwyczajnie bezpieczniejsze. Liny pracują i jest mniejsza szansa na kontuzję – dotyczy to tylko i wyłącznie poprawnie zrobionego wiązania. Błędy w nim zrobią więcej kontuzji niż cokolwiek innego.

• może służyć do oddziaływania na tkanki:

Dosyć oczywiste jest to, że lepsze ukrwienie powoduje w danej części ciała mocniejsze odczucia. Wiele wiązań genitaliów czy piersi służy właśnie temu. Mają powodować ucisk i większe ukrwienie. Złe założenie tego typu wiązań może z łatwością spowodować brak czucia, a więc efekt zupełnie przeciwny. Co gorsza może trwale uszkodzić narządy. Znów kluczem jest tu technika i wiedza.

• może służyć do tortur:

Samo wiązanie może dostarczyć ból, jak wiadomo ból jest dla niektórych osób fetyszem samym w sobie. Z resztą dla większości z nas ból powoduje wyrzut endorfiny, która odpowiada za siłę doznań.

• może służyć do podwieszania:

Część osób ma fetysz na tym punkcie, tak naprawdę bardzo niewiele ich jest. Oczywiście dla niektórych jest to tylko inny sposób unieruchomienia.

• może służyć do podduszania:

Nie róbcie tego w domu. Zwłaszcza jak nie umiecie. Mało osób to umie zrobić poprawnie, na ogół próbują te, które robić tego nie powinny. Musimy znać dokładnie stan zdrowia osoby podduszanej. A cel? Bo znów może być to fetysz, ale też – jak ból daje nam dodatkowe odczucia. Z resztą – tego typu praktyki to może być cały oddzielny wywiad…

• może służyć do zwiększenia więzi w związku:

Jest świetną grą wstępną, do tego wymaga znajomości partnera. Można spędzić dużo czasu wgłębiając się we wzajemny dotyk, ucząc się ciała partnera, ale i swojego. Dotyk jest ważny, buduje więź. Wiązanie jest świetnym pretekstem do tego, by być bliżej. No i wymaga dbałości o szczegóły i partnera.

• może służyć do nauki:

Jeżeli mamy dwójkę eksperymentujących początkujących osób, wiązania są dużo lepsze do nauki zachowań BDSM, ze względu na to, że wymagają większej wiedzy o anatomii, oraz większej dbałości, czy też czułości w nakładaniu. To bardzo ważne aspekty na początku by nie stracić w tym wszystkim z oczu emocji partnera.

Tu pojawia się problem – wiązanie obecnie uciekło w kierunku, gdzie jest tylko pretekstem dla wiążących, żeby pochwalić się węzełkami, pomijając w ogóle wrażenia uległej. To patologia w najczystszej postaci, chociażby ze względu na to, że nasze zachowania seksualne mieszczące się w normie seksualnej, od tych poza nią odróżniają trzy aspekty i jednym z nich jest właśnie związek emocjonalny z drugą osobą. W tym ujęciu – niestety trzeba się zdecydować, czy wiązanie przestaje być aspektem seksualnym, czy dąży w bardzo złym kierunku, gdzie osoba wiązana traktowana jest jak taboret.

Bardzo dziękujemy za udzielony Nam wywiad i cieszymy się, że Wasze produkty dołączą do naszego sklepiku. Na koniec wracając do mojego odczucia odnośnie Shibari – czy liny nie są instrumentem, dzięki któremu gra wyjątkowa muzyka w duszy osoby wiązanej? W rozkoszy zmieszanej z bólem i niesamowitością wydarzenia zaistniałego miedzy dwojgiem ludzi?

Traktujmy liny jak narzędzie. Potężne w rękach osoby, która umie poprawnie wiązać, lub chce się tego uczyć; słabe w rękach osoby, która tylko chce pokazać, że je posiada. W końcu bieganie z młotkiem po ulicy i tłumaczenie ludziom, że się ma fajny młotek ociera się o szaleństwo. Po co tak robić z linami? Koncentrujmy się nie na narzędziu i na tym, że wiążący uważa się za fajnego, bo wydaje mu się, że umie zawiązać kilka węzłów, tylko na znacznie ważniejszym aspekcie: na więzi jaką mogą dać wiązania i na emocjach pomiędzy partnerami, które mogą z nich wyniknąć.

Też bardzo dziękujemy!

*) Flagelanci – członkowie bractw religijnych, istniejących od XIII do XV wieku, które praktykowały publiczne biczowanie się jako formę pokuty. Auć.

Rozmawiała: Mia
Ilustracje: Alice Noir
Zdjęcia: Evildoll / Nefteho

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.