Opublikowano Dodaj komentarz

Geometria Uczuć – Rozdział XV

Budzik natrętnie wwiercał się w świadomość. Po ostatnich wydarzeniach wcale nie miała ochoty wstawać. Mogłaby tak spać i spać. Leniwie wygięła ciało w łuk, rozciągając plecy i przejechała dłońmi po skórze brzucha. Była delikatna, jedwabista i rozgrzana.

Pomyślała, że wieczorna zmiana będzie wymagająca, a ona powinna się oszczędzać. Z zachwytem wędrowała dłońmi po swoim ciele. Lubiła je, lubiła ten gładki dotyk pod opuszkami.

– Masz skórę jak nastolatka – mawiał Adam.
– A skąd wiesz, jaką skórę mają nastolatki? – Śmiała się i puszczała do niego oczko. A potem dawała się głaskać, ściskać i miętolić. Tak, dokładnie tak, miętolić.

Adam zachłannie czepiał się jej ciała, jakby przygotowywał ciasto, jakby miało być ostatnim, czego dotknie. Zostawiał ślady palców, malował na niej mapę swojego pożądania. Następnie rozsuwał jej nogi i z zachwytem, jak narkoman, wąchał jej cipkę. Wkładał w nią najpierw nos, później język, a na końcu palce. A ona unosiła biodra w zachwycie.

Wpis, który właśnie czytasz jest częścią większej całości, którą tworzy dla LustShop Stories Hanka V. Mody. Jeśli jeszcze nie znasz poprzednich części, to szczerze radzimy zacząć od pierwszego rozdziału, bo „Geometria Uczuć” smakuje najlepiej podana od początku 🙂

Tym razem nie było Adama, miała jedynie swoje dłonie, które badały miękkość jej kobiecości. Coraz mocniej i szybciej. Mocniej i szybciej. Mocniej aż do spełnienia. Jęknęła. To nie było spełnienie, ulga raczej. Napięcie z niej uleciało. Opadła na poduszki, zaciskając uda na własnej dłoni. Miała ochotę się rozpłakać. Powinna się z nimi spotkać. Myślała o tym od miesiąca, od kiedy wiedziała. Odrzuciła nerwowo kołdrę i spojrzała za okno. Powoli robiło się ciemno. Miała nocną zmianę. Miała też cholerny problem. Razem mieli. Tylko że oni jeszcze o nim nie wiedzieli.

***

Adam patrzył jak Anna snuje się w szarym dresie po mieszkaniu. Nie mógł już znieść jej zbolałej miny. Rano kochali się delikatnie. Widział, że było jej dobrze, gdy powoli wciskał się w jej wnętrze. Ale nie mógł też udawać, że nie widzi wycieranych ukradkiem łez po wszystkim.

– Czy nie możemy żyć, jakby tego nigdy nie było? – wypalił, siadając na kanapie.

Anka spojrzała na niego ze złością.

– Tego? Chciałeś powiedzieć, jej. Jakby jej nigdy nie było. Ale była, Adam. Była. – Anka także opadła na kanapę. Przypomniała sobie, jak opadała na nią z Olką w ramionach. Jak ciągnęła ją za sobą i jak jej drobne piersi opierały się o nabrzmiałe piersi Anny. Dziewczyny lubiły tak ocierać się o siebie jak kotki, śmiejąc się radośnie. A Adam, gdy tylko trafił na takie widowisko, lubił na nie patrzeć. Siadał wtedy niedaleko i po prostu się przyglądał. A one, świadome widza, wyginały się i prężyły dla niego, dodatkowo podniecone faktem, że ktoś je obserwuje. Czasem zbliżał się i nie mówiąc nic, ani nie dotykając żadnej z nich, zaglądał w ich mokre cipki, a one stawały się przez to jeszcze bardziej wilgotne.

– Też mi jej brakuje, ale co mam zrobić? Możesz mi powiedzieć? – Wstał i ruszył do kuchni, by zrobić im po drinku na wieczór.
– Zadzwonić? –Podpowiedziała Anka nieśmiało. Adam nie odpowiedział i wyszedł z pokoju.

Tyle razy już o tym rozmawiali, miał dość. Rozmawiali o tym, że to Olka zdecydowała, i że nie mogą się narzucać, i że przecież tak się na dłuższą metę nie da żyć. Tak, Adamowi brakowało jej dziewczęcego uśmiechu, jej radości i tych krótkich włosów oraz wpatrzonych w niego oczu. Ale też lubił jak Olka patrzy na Annę. Pełna miłości i oddania. Pomyślał, że tego właśnie Annie brakuje najbardziej. To, co było między nimi, między Adamem i Anną, już okrzepło. Wciąż się kochali i pragnęli, ale już bez tej świeżości, którą wprowadziła Olka. Czy jednak da się tak żyć? Szukając wciąż i wciąż nowych zachwytów. A co, jeśli to nie była żadna miłość a jedynie potrzeba nowości?

Nalał do szklanek ginu i dopełnił tonikiem. Wrócił do pokoju, postawił szklanki na szklanym blacie stołu i podszedł do Anny. Stanął nad nią i wyciągnął rękę. Gładził ją po włosach, po policzku, kciukiem naciskał usta, które ona lekko rozchyliła. Złapała jego dłoń i złożyła na niej pocałunek. Zaczęła błądzić ustami po wewnętrznej stronie jego ręki. Wyciągnął więc drugą i złapał ją za włosy, odchylił jej głowę i zobaczył ten dobrze znany błysk, iskierkę pożądania. Wykorzystał ten moment i nachylił się do jej ust. Wczepiali się w siebie zachłannie, szukając utraconej radości. Mocniej i szybciej. Jakby ich ciała miały stać się ratunkiem, ulgą zapomnienia. Anna krzyczała i całą sobą prosiła o jeszcze. Wypychała biodra w jego kierunku w niemej prośbie o więcej. Wbijał się w jej gorące wnętrze, a ona wbijała paznokcie w jego plecy. Mocniej i szybciej. Więcej i więcej. Sprawdzali, jak bardzo wciąż do siebie pasują.

Opadli zmęczeni na kanapę. Zmęczeni, spoceni i zaspokojeni.
– Może masz rację, to już było, tak też jest dobrze – szepnęła Anka.
– Nie chcę cię stracić – odpowiedział Adam.
Leżeli jeszcze długo wsłuchani w swoje spokojne oddechy, aż rozdzwonił się telefon Anny. Spojrzała na stolik, a jej serce zamarło. „Aleksandra” – wyświetliło się na ekranie. Spojrzała na Adama, a on wziął jej wyciągniętą dłoń, położył sobie na sercu i tak zasnęli. Nie słyszeli piknięcia SMS-a:

Przyjdę do Was rano po pracy, musimy porozmawiać.

***

Olka skończyła zmianę, wzięła szybki prysznic, ubrała się i wyszła z restauracji. Była 6:00. Nie odebrali od niej telefonu, nie oddzwonili, ani nie odpowiedzieli na SMS-a. Trudno, nie mogła już czekać. Była sobota i pewnie wciąż spali, ale ona miała jeszcze klucze do ich mieszkania. Zanim tam dotrze będzie pewnie koło siódmej.

– Najwyżej poczekam – pomyślała – przecież mnie nie wyrzucą.

Bała się, tak bardzo się bała, ale chciała to zrobić. Akurat wchodziła na jezdnię, gdy w torebce zapiszczał dzwonek telefonu. Zaczęła w niej grzebać, mając nadzieję, że to któreś z nich. Nie zauważyła nadjeżdżającego samochodu. Usłyszała tylko pisk opon. A ostatnią myślą była ta, że powinna wcześniej im powiedzieć, że jest w ciąży i że wszystko to jest niesprawiedliwe.

***

Anna obudziła się przed Adamem. Wzięła telefon i przeczytała SMS-a od Aleksandry. Jej serce zaczęło bić mocniej. A jednak chciała ją zobaczyć. Spojrzała na godzinę. 09:15.
– Dziwne – pomyślała – powinna już tu być.

W tym momencie zadzwonił telefon.

***

– Jak to w ciąży? – Adam patrzył zszokowany na Annę, która przekazała mu tę wiadomość. Stali na korytarzu szpitala, do którego przywieźli Olkę. To ich poinformowano najpierw, gdyż numer Anny miała w ostatnio wybieranych. Przyjechali natychmiast.
– Normalnie, trzeci miesiąc. – Anna wzruszyła ramionami, sama jeszcze nie wierząc w to, co mówi i nie wiedząc, jak to sobie poukładać w głowie.
– Czy myślisz… – Adam nie dokończył, usiadł na krześle.
– Tak, to prawdopodobne, że właśnie ty jesteś ojcem. W końcu z jakiegoś powodu chciała się z nami koniecznie spotkać i myślę, że właśnie to był ten powód.
– I co teraz?
– Teraz najważniejsze, żeby się obudziła. – Anna ruszyła w stronę sali, na której leżała Olka podłączona do jakichś monitorów.

Jęknęła i spróbowała się poruszyć, ale wszystko ją bolało. Pod powiekami czuła piach. Ktoś ściskał ją za rękę.
– Ciii, spokojnie, kochanie, ciii, wszystko będzie dobrze – docierał do jej uszu delikatny szept. Spróbowała się odezwać, ale spierzchnięte usta odmówiły posłuszeństwa. Ktoś zwilżył jej wargi wodą, a następnie podsunął słomkę.
– Spokojnie, pij. – Tym razem głos był męski i poczuła szorstką dłoń na policzku. W końcu otworzyła oczy i ich zobaczyła. Byli zmęczeni i zatroskani.
– Jesteście – szepnęła.
– Miałaś wypadek, ale wszystko będzie dobrze.
– A co z , co z… – nagła myśl o dziecku ścisnęła jej serce.
– Nic mu nie jest, dziecko jest całe i zdrowe. – Anna uśmiechnęła się do niej delikatnie. Olka spojrzała na nią spłoszona.
– I co, co teraz? – Łza spłynęła jej po policzku.
– Teraz to musisz dojść do siebie, a później wszystko się jakoś ułoży. – Adam też się uśmiechał gładząc ją po dłoni. Spokojnie zamknęła znów oczy. Była bardzo zmęczona, ale czuła się bezpiecznie.

Epilog

– Czy ona musi tak płakać!? – jęknął Adam i przewrócił się na drugi bok, tym razem łapiąc Annę za pierś.
– Musi, to jest dziecko, na dodatek twoje, więc mógłbyś ruszyć tyłek. – Szturchnęła go w bok.
– To jest nasze dziecko. – Olka podniosła się z poduszki. – Twoje też. – Spojrzała na Annę.
– Może być i moje, ale to na szczęście ty jesteś chodzącą mleczarnią – zaśmiała się Anka.
– Dobrze już, dobrze – wtrącił się Adam i zrzucił z siebie kołdrę. – Już po nią idę, przyniosę ją tu, co będzie tak sama leżeć w swoim łóżeczku, kiedy nasze jest duże? Olka ją nakarmi, a później niech wybiera. Wyskoczył z łóżka i podszedł do łóżeczka Matyldy, które stało pod przeciwległą ścianą. Zapatrzył się na dziewczynkę.
– Czy wy wiecie, jaka ona jest piękna? – zachwycił się.
– Wiemy – zaśmiały się jego kobiety i przytuliły do siebie, czekając na resztę rodziny.

Korekta / Redakcja: Magdalena Polanowska

Koniec
Koniec i 💣. A kto czytał ten 🎺.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.