„Alina, Alle Tanio!” – Miszmasz

Niestety Alina przypadkiem dowiedziała się, że kupiłem te pasy do krępowania z kneblem i chciałem się bawić w bedeesemy. Zestaw wcisnąłem na dno szuflady ze skarpetami, lecz moja piękniejsza połowa postanowiła nagle zrobić przegląd przed zimą i sprawa się rypła.

Nie uwierzyła, że to specjalny ściągacz na łydkę do nordic walking z Decathlona. Trudno się jej dziwić. Do tej sieci jeździmy tylko po t-shirty i skarpety na promocji. Te dla początkujących grotołazów, wspinaczy himalajskich i nurków. O dziwo nie było awantury i to właśnie było podejrzane. Ot, uznała, że skoro mam ochotę na eksperymenty to… fajnie! Fajnie, słyszeliście? Pożałowała, że gadżet się popsuł jeszcze przed zabawą, po czym z błyskiem w oku zaczęła wybierać numer do najlepszej psiapsióły ignorując mnie zupełnie.

Sprawa wyjaśniła się następnego dnia. Alina za namową koleżanki zaproponowała, że na Mikołaja zamówi gadżety dla mnie. Rewanż za bedeesemy. Zabawki dedykowane dla mężczyzn, które ja dostaję i „testuję”, a jeśli próby wyjdą pomyślnie, użyjemy ich razem w sypialni. Zamówiła paczkę, oczywiście nie informując mnie o zawartości. Żeby było taniej, wzięła kilka „wynalazków” od jednego sprzedawcy. Roztropnie i ekonomicznie, bo jak się póżniej dowiedziałem żaden z nich nie kosztował więcej niż najtańsza wysłyka InPostem.

Zamówienie dotarło w szarej, papierowej kopercie. Czyli dyskretnie. Po otwarciu w moje nozdrza udeżył fetor będący wynikiem przebywania ładunku w kontenerze płynącym kilka miesięcy z dalekiego kraju. Po powstrzymaniu odruchu wymiotnego i przewietrzeniu pokoju udało mi się wydobyć zabawki z torebki. Każdy zawinięty był w przezroczystą folię z naklejką z kodem kreskowym. Finezją wykazał się producent korka analnego, który użył do zamknięcia fantazyjnego, złotego drucika. Wszystkie naklejki były nasiąknięte czymś lepkim i kleistym. No ale co? Ja nie dam rady? Ubrałem żółte rękawice do WC i rozpakowałem całe „towarzystwo”. Alina wykazała się szaloną fantazją i sporym poczuciem humoru. Przede mną na stole leżał masażer prostaty, masturbator, korek analny i pierścień na penisa. Pomyślałem, że lepiej będzie jak się przewietrzą 24 godziny, bo nadal zalatywały „kontenerem”. Następnego dnia zabrałem się za oględziny. Moja piękniejsza połowa dała mi linki do aukcji, żebym wiedział co do czego i miał porównanie ze stanem rzeczywistym. No to go!

Masażer prostaty, stymulator, korek, seks, anal, nie testowany na zwierzętach.

Zacznę od tego, że sprzedawca zachwala go (między innymi) w ten sposób:

Produkt nadaje się na prezent lub niespodziankę.

No kurła, chyba tylko komuś, kto jest ci winny furę kasy albo zajumał narzeczoną w liceum. I to właściwie jedyna opcja, która przekonałaby mnie do zakupu. Z tym gadżetem scena z robieniem „jesieni średniowiecza” nabrałaby całkiem nowego sensu. Quentin już może myśleć nad sequelem.

Ale do rzeczy. Z moją prostatą jest wszystko w porządku. Jednak ponoć takie „masowanie” jest zdrowe, jak płukanie okrężnicy. Swoją drogą po tym gadżecie już wiem co dostanę od Aliny pod choinkę. Voucher na zabieg (po polskiemu – kupon). Jednak wolałbym to, niż użycie tego wynalazku. Na zdjęciach aukcyjnych wyglądało na to, że gadżet jest wykonany z czegoś elastycznego. Sprzedawca pisze, że jest „wykonany z wysokiej jakości materiału”. Zapomniał tylko dodać, że to… plastik. A jakość materiału i obróbki z pewnością zostałaby doceniona przez każdego masochistę. Zgrzewy na krawędziach (po odlewie) zostały co prawda zeszlifowane, ale jak się można domyślić niezbyt dokładnie. Bo nie mamy do czynienia z jajkiem Fabergé, tylko z przedmiotem, którego wyprodukowanie kosztowało pewnie 1,5 centa. Generalnie gadżet dla miłośników ostrych zabaw na SORze. A jeśli dostaliście ten „masażer” na prezent, możecie być pewni, że życzenia nie były szczere. Alternatywnie można go postawić w eksponowanym miejscu w salonie. Jest pewne, że każdy was zapyta, co to jest i do czego służy. Można zagrać w „zgadulę” przy niedzielnym obiedzie. Ubaw gwarantowany.

Żelowy, soczysty masturbator

Kolejnym gadżetem / niespodzianką okazał się masturbator. Dla niewtajemniczonych – w teorii to taki „zastępca” pochwy. Ma dziurkę, w środku wypustki i prążki mające imitować kobiece wnętrze. Dlaczego napisałem „w teorii”? Bo to, co wyjąłem z folii wyglądem przypomina dużą, przezroczystą larwę. Nie będę dociekał, dlaczego niby ma być „soczysty”, to kolejna odsłona nieograniczonej fantazji sprzedawców. Zastanowiły mnie na starcie 2 dodatkowe otworki na „grzbiecie” gadżetu. W pierwszej chwili pomyślałem, że tu się zawiesza choinki zapachowe Wunder New car, żeby zniwelować początkowy smród stęchlizny z kontenera. Na szczęście miałem opis przedmiotu na aukcji, z którego dowiedziałem się, że to taki specjalny ficzer. W dziurki wsadza się dwa palce, żeby podczas zabawy gadżet nam się nie wyślizgnął z ręki. To bardzo dobre rozwiązanie, bo po zaaplikowaniu lubrykantu w tę galaretę gadżet prawdopodobnie ślizga się jak Gwiazdy na Lodzie.

Żel tradycyjnie okazał się nieprzyjemnie lepki, co demonstruję na krótkim filmiku.

Jako instrument muzyczny nadawałby się idealnie. Po kilku minutach ćwiczeń udało mi się zargać podkład do „Miłości w Zakopanem”. Sławomir byłby ze mnie dumny. Przypuszczam, że podczas użycia „zgodnego z przeznaczeniem”, udałoby się odegrać również „Koko Euro spoko” (kto pamięta?) oraz cały repertuar Zamfira. Ja uznałem jednak, że nie założę sobie tej „larwy” nawet na wskazujący palec. O samym żelu i jego „właściwościach” wspomnę jeszcze na końcu, natomiast forma zabawki sprawiła, że odechciało mi się czegokolwiek. Dedykuję ją fanom Obcego oraz entuzjastom pozaziemskich form życia. Ewentualnie wsadzasz w to ledy, dorabiasz podstawkę i masz creepy–lampkę do czytania. Lub przytwierdzasz drutem do głowy i podczas larpu robisz furorę. Do czasu, aż „obudowa” się nie rozpłynie.

Korek analny smukły dla początkujących

Nie wiem co kierowało Aliną w wyborze tego gadżetu, ale podejrzewam tutaj podszepty koleżanki. Musi mnie bardzo nie lubić, choć nie bardzo wiem dlaczego. Kasy jej nie jestem winien, narzeczonego nie odbiłem. Ale dobrze, załóżmy czysto teoretycznie, że ten gadżet ma być dla kogoś kto zaczyna swoją przygodę z przyjemnością analną (to z reklamy). Powodzenia życzę…

Zaskakująco zacznę od plusów. A właściwie jednego. Średnica samego korka jest niewielka (ok. 3 cm w najgrubszym miejscu), a przy tym mamy do czynienia z tworem żelowym, więc miętko i wygodnie. I na tym zalety się kończą. Zacznijmy od długości – ma prawie 11 cm, a więc jest szansa, że pomasujemy sobie nim śledzionę. Jak ktoś lubi, proszę uprzejmie. Podstawa jest dość szeroka, ale ponieważ mamy nadal do czynienia z miękkim żelem, spodziewam się opcji „gdzie są moje okulary” i kupę heheszków na chirurgii. I skład „tego czegoś” mający bezpośredni kontakt z wrażliwą śluzówką. Dziękuję, postoję. A może lepiej posiedzę. Warto zabezpieczyć tyły.

Pierścień na penisa wibrująco–masująco–brzęczący

Ostatnie narzędzie męskiej rozkoszy zapowiadało sie całkiem ciekawie, bo w założeniu (i po założeniu) zabawka miała dawać przyjemność zarówno mnie, jak i Alinie, czyli wszyscy zadowoleni. Podstawowym zadaniem wszystkich pierścieni jest ograniczenie odpływu krwi z penisa podczas erekcji. Tym samym ma przedłużać przyjemność, a do tego jeśli są jakieś ekstra dodatki, to tylko się cieszyć. Już myślałem, że mamy zwycięzcę i przynajmniej jeden gadżet zostanie użyty w praktyce.

Oj, naiwny…

Na zdjęciach aukcyjnych pierścień prezentuje się zacnie. Poza tym, że kolejny raz mamy do czynienia z różem i fioletem, oraz wszychobecnymi wypustkami. No cóż, „asian design”. Fotki dają nam jednak obraz „wspomagacza”, dzięki któremu żadna się nie oprze, a my zostaniemy miszczami łóżkowych igraszek. Mega wibracje, Dodatkowa perła stymulująca łechtaczkę, 300% rozciągliwości. Nic tylko brać…

W rzeczywistości dostajemy gadżet wielkości… pudełka zapałek. Zapomnijcie, że to silikon medyczny (według opisu), mamy znowu żel. Pośrodku „potworka” otworek na peniska o średnicy 2 cm (dobrze, że ta rozciągliwość jest na 300%). Na jednym końcu plastikowa „perła”. Kurła, skąd komu przyszło to skojarzenie w gadżecie za 4,99 zł!? No i największa atrakcja – na drugim końcu ten mocarny mechanizm, mający sprawić, że oboje będziecie wili się z rozkoszy. Chyba Ty… Po uruchomieniu napędu zasilanego dwiema bateriami od zegarka pojawia się jedynie bzyczenie, jakie wydaje komar chory na suchoty.

Zakładam, że jest raczej jednorazowy, choć biorąc pod uwagę cenę gadżetu, lepiej kupić kolejny niż płacić dychę za dwie baterie. Tak się nieszczęśliwie składa, że mamy inny pierścień tego typu w swojej w swoim „magicznym pudełeczku”. Porównanie macie na filmiku. Goliat (Hot Octopuss Atom Plus) zaraz spadnie z biurka. Dawid postanowił wziąć urlop na żądanie. Zezwalam.

Kończyłem ten tekst, kiedy przyszła Alina. Zapytałem wprost, co takiego zrobiłem jej koleżance, że namówiła ją na ten niecny plan? Wyjaśniła, że podczas Sylwestra 1999/2000 wywaliłem Marysi sałatkę jarzynową na sukienkę. Wszystko jasne. Ala rzuciła okiem na „inwentarz”. Uśmiechnęła się zawadiacko i puściła do mnie oko. Skinęła głową wskazując sypialnię. W jej dłoni wibrował Atom. Czyli jednak warto było się poświęcić…

Podsumowanie

Po raz kolejny prezentujemy wam wątpliwe „zalety” akcesoriów z aukcji. Podczas tej anty recenzji przypadkiem wyszła jedna rzecz. Do masturbatora leżączego na biurku przykleił się jakiś świstek papieru. Całkiem trwale, pozostawiając przy tym tłusty ślad. Idąc tym tropem położyłem na czystej kartce wszystkie żelowe gadżety. Po mniej więcej godzinie pierścień i masturbator „oddały soki” (już wiem, skąd ta reklama soczystości). Broni się korek, ale zapewne tylko dlatego, że użyto „bogatszej mieszanki”. Co tam było? Z pewnością nie lubrykant, bo żaden sprzedawca nie dodaje takich specyfików gratis. Ja ich nie użyłem (szkoda by mi było żelu, którego używamy). A zatem to po prostu czysta chemia i wynik rozkładu substancji, z których zabawki są robione, a których nie użyłbym nigdy na sobie, ani tym bardziej na mojej partnerce.

Całość zakupów kosztowała nie więcej niż 30 zł plus wysyłka. Niby fajnie, bo dużo, bo różnorodność, a do tego chęć nowych doznań. Ale wierzcie mi, nie za tę cenę. Jeśli ma być niezdrowo, wolałbym za te pieniądze zamówić pizzę. Jeśli miałoby być romantycznie, kupiłbym bukiet kwiatów. Jeśli miałoby być „kinky”, użyłbym krawata. Ale z pewnością żadnego z opisywanych przeze mnie gadżetów. Jeśli chcecie prawdziwych, rozkosznych i bezpiecznych doznań, zajrzyjcie do sklepu LustShop.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.