Posted on Dodaj komentarz

Geometria Uczuć – Rozdział V

Nie rozebrał jej. Miała na sobie czarne legginsy, biały T-shirt i czarną marynarkę. Zdjął tylko tę marynarkę i odwiesił na krzesło. Posadził ją na łóżku i klęknął, by zdjąć jej czarne szpilki. Pozwoliła mu na to, choć zupełnie się nie znali. Niemal słyszał, jak bije jej serce. Ale nie mówiła nic, poddawała się jego dłoniom, gdy kładł ją na łóżku i badał przez materiał jej szczupłe ciało. Jej źrenice zlały się zupełnie z prawie czarnymi tęczówkami. Oddychała głęboko, poddając się jego palcom. Nie były natarczywe. Błądziły po szyi, zahaczały o uszy, drapały kark dziewczyny, by zjechać na ramiona, zatrzymać się tam i za chwilę przesunąć na piersi. Były okrągłe i jędrne, mniejsze niż piersi Anny. Obraz jego kobiety zamigotał mu przed oczami. Zacisnął powieki i jednocześnie dłonie na piersiach Aleksandry. Syknęła. Adam puścił ją więc i potrząsnął głową, by odegnać z myśli postać Anny. Znów wróciło pytanie, po co i dlaczego robi to, co robi. Powinien urządzić Annie awanturę, że go okłamuje, że zdradza z jakąś dziewczyną i wyjaśnić całą tę sprawę. Tak zrobiłaby większość ludzi, ale nie Adam. Adam uznał za stosowne bawić się w jakieś gierki i schadzki z kochanką Anki. Aż doszedł do wniosku, że wszyscy troje są siebie warci i zaczął się śmiać. Puścił piersi Aleksandry, czar chwili prysł. Dziewczyna spojrzała na niego, nie rozumiejąc.

– Z czego się śmiejesz? – Aleksandra podniosła się i usiadła obok Adama.

– Z sytuacji, nie wydaje ci się dziwna? – zapytał.

– Jest zarówno idiotyczna, jak i intrygująca – odparła.

– Intrygująca – powtórzył i rzucił w nią pytaniem: – Po co tu przyszłaś?

– A ty? – oddała pytanie. – Po co mnie tu zaprosiłeś?

– Bo może jestem starym zboczeńcem i lubię zapraszać do hotelu laski takie jak ty – rzucił i wstał z łóżka po wodę. Nalał do dwóch szklanek, nie pytając Aleksandry, czy też chce. Przez chwilę nic nie mówili. Podał jej szklankę i znów usiadł obok dziewczyny. – To jak? Co cię tu sprowadza?

Wzięła łyk wody i spuściła oczy.

– Ty. Zaciekawiłeś mnie. Chciałam sprawdzić, o co ci chodzi.

– Nie bałaś się?

– Chyba nie zdążyłam – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

– A teraz?

– Teraz też się nie boję. – Popatrzyła w jego niebieskie oczy.

– To nierozsądne.

– Wiele nierozsądnych rzeczy w życiu zrobiłam.

Zaśmiał się i podał jej rękę.

– Jestem Adam. – Uznał, że czas się przedstawić. Zastanawiał się, czy Anna zdradziła kochance imię swojego mężczyzny. Szukał w jej oczach jakiegoś błysku, ale nic nie znalazł.

– Aleksandra. – Podała mu swoją dłoń, a on ją przytrzymał odrobinę za długo.

– Więc co dalej? – zapytał.

– To już zależy od pana – powiedziała powoli, przygryzając dolną wargę, wyraźnie świadoma, jak te słowa mogą na niego zadziałać.

– Na pana czas przyjdzie innym razem – powiedział i nachylił się do jej ucha. Poczuła, jak muska je ustami, a potem szept wdzierający się do głowy: – Nie lubię, jak się mnie prowokuje.

Wstał, bo ciepło bijące od tej dziewczyny było zbyt odurzające. Jej lekko rozchylone usta zapraszały, by zmiażdżył je swoimi i wdarł się do środka, pokonując opór. Choć nie przypuszczał, by chciała z nim walczyć. Usiadł na krześle w bezpiecznej odległości i zapatrzył się na nią. Na jej smukłe nogi, które podciągnęła na łóżko, opierając brodę na kolanach. Wydała mu się taka dziewczęca, niewinna. Przeczucie mówiło mu jednak, że ma diabła pod skórą. Sam fakt, że siedziała teraz przed nim o tym świadczył. Ciekaw był, jak poznały się z Anną, ale jeszcze nie czas na takie pytania. Nie chciał psuć tej magii, która zaczęła się dziać. Telefon, który wcześniej wyciszył i położył na biurku, zawibrował. Spojrzał na wyświetlacz – Anna. Odwrócił wzrok i znów spojrzał na Aleksandrę. Przyglądała mu się i czekała, otwarta na to, co się wydarzy. Bez pośpiechu i oczekiwań. Gdzieś w torebce zadźwięczał i jej telefon, ale zupełnie nie zwróciła na to uwagi. Siedzieli, wpatrując się w siebie. W końcu przerwał ciszę, a także elektryzującą nić między nimi. Znalazł temat najbardziej prozaiczny z możliwych.

– Długo pracujesz w „Kameralnej”?

Aleksandra zamrugała powiekami, jakby nie dowierzając, że usłyszała właśnie takie pytanie, uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała, najpierw na to, a później na kolejne pytania. Rozmawiali.

***

Anna odłożyła komórkę na szary blat w kuchni i westchnęła. Miała potrzebę, by z kimś porozmawiać, ale ani jej facet, ani dziewczyna nie odbierali.

– Może powinnam znaleźć sobie jeszcze kogoś? – powiedziała na głos i zaczęła się śmiać. Dopiero bym zwariowała, pomyślała. Już i tak mam wystarczające wyrzuty sumienia wobec Adama, że go okłamuję. Aleksandra wprawdzie wie, jak wygląda moje życie, ale nie wydaje się być z tego zadowolona. Kocham ich oboje. Jak mogłabym zrezygnować z któregoś z nich? – Uderzyła zbyt mocno dłonią w blat i syknęła.

– A niech to – warknęła i zaczęła rozcierać bolącą dłoń. Miała dwie osoby, które darzyła uczuciem i nie czuła się jakoś specjalnie szczęśliwa. – Czy miłość zawsze musi być skomplikowana? Czy można kochać dwie osoby? – pytała samą siebie i burego kota, który patrzył na nią z wyrzutem, że miska jest pusta.

– A czy można kochać dwa koty? – powiedziała do niego i sięgnęła do szafki z kocim żarciem.

– Miau – odpowiedział, co mogło oznaczać i tak, i nie, albo zwyczajne: pospiesz się, kobieto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.