Jeszcze Bez Tytułu – Rozdział I

Adam leżał na łóżku i patrzył, jak jego kobieta zakłada czarne, samonośne pończochy. Dokładnie tak ją nazywał, gdy o niej mówił lub myślał: „moja kobieta”. Byli ze sobą siedemnaście lat, nigdy jednak nie wzięli ślubu. Jasne włosy opadały na smukłe ramiona. Anna podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego delikatnie. Puścił do niej oczko. Pościel wciąż pachniała nimi. Przymknął oczy, powrócił obraz jej wypiętego tyłka, gdy posuwał ją mocno, trzymając za włosy, nazywając suką, szmatą i dziwką. Uwielbiała to. Jęczała wtedy głośniej, a jej oddech przyspieszał na granicy orgazmu. Dziś, gdy była już blisko, wcisnął jej kciuk w tyłek i zaczął nim poruszać. Krzyknęła i poczuł, jak jej mięśnie zaciskają się na jego penisie. Zwolnił, by po chwili pchać mocniej, i mocniej. Do końca.

Gdy spocona leżała w jego ramionach, a on mógł wdychać jej zapach, zapytał:

– Czyja jesteś?

– Twoja, tylko twoja – wyszeptała w siwe włosy na jego klatce piersiowej. Miał jednak wątpliwości. Coś w środku nie dawało mu spokoju.

***

– Mówię ci, stary, ten tyłeczek w opiętych, czarnych legginsach. Jechała przede mną na hulajnodze. Nie wiem, ile mogła mieć lat, szesnaście, siedemnaście? Jej pupa mnie zahipnotyzowała. Powtarzałem w myślach: „Kocham swoją kobietę, kocham swoją kobietę, kocham…” – Adam podniósł kieliszek i, nie czekając na swojego przyjaciela Krzyśka, wypił zawartość. Skrzywił się i sięgnął po chipsa. Anna poszła z koleżankami na miasto, a oni siedzieli u Krzyśka i pili.

– A ty nadal, z uporem maniaka będziesz uważał, że monogamia jest normalna? – Krzysiek parsknął i szturchnął Adama w ramię.

– Już tyle razy o tym rozmawialiśmy. Moja monogamia to wybór. Najłatwiej skakać z kwiatka na kwiatek i niczym się nie przejmować. Wybrałem może i trudniejszą drogę, ale satysfakcjonującą.

– A co cię w niej satysfakcjonuje? Musisz sobie przypominać, że kochasz Annę, patrząc na fajną dupę.

– Satysfakcjonuje mnie to, że jestem wierny swoim wyborom. I zamiast latać za szybkimi emocjami, bo to jest najprostsze, codziennie buduję nasze życie.

– A Anna też jest wierna swoim wyborom? – Zaczepił Krzysiek, ot tak, żeby się poprzekomarzać, w wierność Anny też jakoś nie wątpił. Adam milczał chwilę, spuścił głowę.

– Tego właśnie ostatnio nie jestem pewien – powiedział zbyt cicho i wyciągnął papierosa z paczki leżącej na stole. Zapalił.

– Słucham? – Krzysiek nie wierzył w to, co słyszy.

– Nie mam żadnych dowodów, nie chowa telefonu, nie pisze ukradkiem SMS-ów, niby zachowuje się normalnie, ale… – zawiesił głos.

– Ale? – Krzysiek też zapalił papierosa i polał wódkę.

– To coś ulotnego. Wiesz, jesteśmy razem od siedemnastu lat, od piętnastu ze sobą mieszkamy. Znam jej każdy grymas. Ostatnio bywa zamyślona. Czasem uśmiecha się w przestrzeń. Jest, no, jakaś taka inna jest.

– Od kiedy?

– Bo ja wiem? Ze trzy miesiące. – Mężczyźni sięgnęli po kieliszki i wypili w zamyśleniu.

– Słuchaj, ty mówiłeś, że gdzie ona teraz jest i z kim? – Krzysiek wstał z kanapy i popatrzył z góry na Adama.

– Ze swoimi koleżankami. Wspominała coś o „Kameralnej” na Foksal. Chciały potańczyć czy coś.

– Idziemy. – Krzysiek ruszył do przedpokoju, a Adam dalej siedział na swoim miejscu, patrząc niepewnie. – No chodź! – ponaglił go przyjaciel.

– Ale to chyba nie w porządku.

– Co jest, do cholery, nie w porządku?! Mam ochotę iść na miasto i proszę cię, byś poszedł ze mną. – Krzysiek zakładał już buty, a Adam wstał z kanapy, niezbyt przekonany.

***

Adam nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jego kobieta trzymała za rękę i gładziła po policzku… Nie, to mu się nie mieściło w głowie. Wyszedł na ulicę i chciał wymazać ten obraz. Wszystkiego się mógł spodziewać. Ale to? Krzysiek podszedł do przyjaciela.

– I co teraz? – zapytał.

– Skąd mam, kurwa, wiedzieć?! – Adam ruszył przed siebie.

Korekta / Redakcja: Magdalena Polanowska

Posted on Dodaj komentarz
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.