Wywiad z Luizą i Erykiem

LustShop Interview to nowa, ekskluzywna seria, w ramach której publikujemy rozmowy z ciekawymi ludźmi z erotycznego świata rozkoszy.

Serię rozpoczynamy wywiadem z niesamowitą parą – Eryk i Luiza z blogu SwingWithMe. Jak sami piszą – „Swing With Me to nie tylko blog. To platforma łącząca ludzi mających odwagę spełniać swoje erotyczne fantazje, i dla których seksualność dawno przestała być tematem tabu. Oni doskonale wiedzą czego chcą, a my chcemy zaspokajać ich pragnienia nie tylko słowem pisanym, lecz także różnorodnymi inicjatywami.”

Zachęceni postanowiliśmy zadać kilka pytań. Zapraszamy do lektury 🙂


Zagłębiając się w świat swingu nie sposób przegapić Was i Wasz blog Swing With Me poświęcony swingowaniu i relacjom międzyludzkim, które tworzą się w świecie pozornie odległym dla zwykłego Kowalskiego. Czytając wpisy można odnieść wrażenie, że z jednej strony swing jest czymś naturalnym, a z drugiej strony nadal skrywa go woal tajemnicy. Więc jak to jest? Czy swingowanie jest popularne, a jedynie jest tylko czymś wstydliwym? Czy może jest „nowością” dla przeciętnego Polaka?

O swingowaniu mówi się ostatnio coraz głośniej, ale niestety w większości artykułów i dyskusji poświęconych tejże tematyce możemy zauważyć negatywny wydźwięk. Swingersi opisywani są jako osoby z problemami we wzajemnych relacjach, którzy w spełnieniu erotycznych fantazji widzą ostatnią deskę ratunku dla wyciągnięcia związku z kryzysu. To sprawia, że wiele par boi się wkroczyć w ten hedonistyczny świat, bojąc się, że doświadczą w nim tylko mechanicznego seksu, bez miejsca na zmysłowość i wzajemnie podarowywanie sobie przyjemności. Tymczasem dojrzały swing to piękno seksualnych doświadczeń i budowanie niepowtarzalnej więzi z partnerem/partnerką opartej na całkowitym zaufaniu i szczerości. W swingu nie ma miejsca na fałsz czy kłamstwa. Bez godzin, dni, miesięcy, a nawet lat poświęconych rozmowom, szeptom do ucha, codziennym okazywaniu bliskości nie ma mowy o możliwości zaproszenia kogoś dodatkowego do łóżka. Ale z racji tego, że swing stał się tematem popularnym, wiele osób pragnie go spróbować od razu, rzucając się na głęboką wodę. I to niestety zazwyczaj nie kończy się dobrze. Swingowanie nie powinno być modą, lecz wewnętrznym pragnieniem. Tak naprawdę ten świat jest na wyciągnięcie ręki, ale warto wejść w niego mądrze i z rozwagą. Dlatego powstał nasz blog, choć początkowo były to zapiski jedynie dla nas samych – próba zatrzymania chwili i towarzyszących jej emocji. Szybko jednak okazało się, że w rzeczywistości jest wiele par, które muszą się zmierzyć z tymi samymi rozterkami co my, a nasze teksty pomagają im zmniejszyć chaos myśli w głowie. Pisanie dla nas okazało się niczym kozetka u psychologa. Opisując swoje przygody i różnego rodzaju wątpliwości, usuwaliśmy zbędne, emocjonalne śmieci, które niepotrzebnie szarpały naszą nicią porozumienia. Krok po kroku tłumaczyliśmy na blogu jakie błędy popełnialiśmy, a z perspektywy czasu – co zrobić żeby ich uniknąć. Nie chcieliśmy być kolejną „stroną o seksie”, tylko stworzyć coś, co będzie niosło za sobą wartość. Sami nie mieliśmy takiego wsparcia, dlatego przecierając szlaki w polskim swingu, chcieliśmy ułatwić drogę innym parom, singlom i singielkom do poczucia spełnienia, także w układach większych niż 1+1. W ten sposób sprawiamy, że swing jest bardziej dostępny, a ludzie nie boją się powiedzieć – tak, chcę to zrobić! Seksualność nie powinna być tematem tabu, czy powodem do wstydu. Seksualność to my, a jej tłumienie zazwyczaj prowadzi do frustracji i związanych z nią poważniejszych konsekwencji.

Wychodzimy z założenia, że nie wolno się ograniczać i marnować życia na zaspokajanie cudzych oczekiwań, zamiast własnych.

Dzięki reklamie i akcjom marketingowym największych klubów swingerskich w Polsce świadomość rośnie. Ale… Jak tak naprawdę rozpocząć przygodę ze swingiem? Czy lepiej zapisać się na forum typu zbiornik.com i tak zapoznać chętna parę? Czy może jednak skorzystać z oferty klubów i na spokojnie przyjrzeć się zabawie innych i wchłonąć panujący tam klimat?

Tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo ile ludzi, tyle potrzeb. My zaczęliśmy przygodę ze swingiem u naszych zachodnich sąsiadów. Wpierw pojechaliśmy do Berlina na targi erotyczne Venus. Dla nas to był pomost od sfery fantazji do rzeczywistości. Nagle okazało się, że to o czym jedynie słyszymy czy oglądamy w erotycznych filmach – istnieje naprawdę! Nie mogliśmy oderwać oczu od różnorodnych pokazów, z przyjemnością oglądaliśmy targowe ekspozycje. I tak natrafiliśmy na ofertę swingersich lokali. Spodobało nam się, że osoby przedstawiające klubowe propozycje opowiadały o nich tak naturalnie, tak normalnie. Bo przecież swing jest czymś naturalnym, tylko czasami trudno sobie to uświadomić – zwłaszcza, że w Polsce wszystkie seksualne praktyki odbiegające od staroświeckiego modelu małżeństwa i monogamii są z góry złe i zakazane. Ale będąc na tych targach poczuliśmy, że to jest właśnie to czego szukamy. Kilka miesięcy później znów pojechaliśmy do Berlina, ale już na imprezę. Tam daliśmy się ponieść pożądaniu, odkrywając w sobie nowe pokłady seksualnej energii. To było wręcz magiczne i elektryzujące. Później założyliśmy także konta na portalach swingerskich i tak zaczynaliśmy poznawać ludzi, łącząc wizyty w klubach z kameralnymi spotkaniami w apartamentach. Do wszystkiego dochodziliśmy etapami, próbując nowych rzeczy.

Uważamy, że wizyta w klubie jest jednym z najlepszych sposobów na poznanie swingerskiego klimatu. Pozwala chłonąć erotyczną atmosferę nawet jedynie z poziomu obserwacji. Nie warto się spieszyć z dalszymi krokami. Należy słuchać intuicji, i kiedy wewnętrzny głos podpowie, że „to jest ten moment” – dopiero wtedy zrobić kolejny krok. Nie polecamy też „randek w ciemno” od razu w hotelowym pokoju. Jesteśmy zwolennikami „zapoznawczych kawek”, bo wtedy wiemy czy ze spotkaną parą poczujemy tę niepowtarzalną chemię, będącą słodką obietnicą kontynuacji znajomości.

Musi być to „coś”, aby spotkanie zakończyło się w łóżku. To nie może odbywać się byle jak i byle z kim.

Wydaje się, że Polacy są dość konserwatywni w kwestii seksu. Niby lubią pikantne żarty, często głośno wyrażając opinie, na przykład na temat mijanych kobiet. Jeśli jednak próbujemy porozmawiać na temat preferencji, marzeń i o doświadczeniach, nierzadko można dostać niewybredną ripostą typu „Odbiło ci?”. Czy zatem Polacy są zamknięci, czy jedynie sprawiają takie wrażenie?

Polacy z natury są zamkniętym narodem. Być może jest to konsekwencją naszej burzliwej historii i ciągłej walki. Nie lubimy rozmawiać otwarcie o seksualności, o tym co nam się podoba, a co nie. Wolimy chować się za sprośnymi żartami lub kurtyną milczenia. Ale…

Pamiętamy naszą pierwszą wizytę w polskim klubie dla swingersów. To także było dla nas niezwykłe odkrycie, gdy przekonaliśmy się, że w takich miejscach można poświęcić na rozmowę praktycznie całą noc, bo tyle jest ciekawych tematów do poruszenia. Również gdy bierzemy udział, bądź sami organizujemy spotkania w apartamentach, to w przerwach między kolejnymi rundami seksualnych uniesień, rozmowa jest wspaniałym uzupełnieniem wieczoru.

Ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami, nie obawiając się ze strony innych krytyki czy oceniania. I tak powinno być zawsze, nie tylko w środowisku swingerskim.

Wg profesora Zbigniewa Izdebskiego, autora wielu badań na temat seksualności, czeka nas rewolucja seksualna! Na pytanie „Jaką rolę w życiu odgrywa seks?” 60% pytanych w wieku od 30 do 49 lat odpowiedziało, że seks jest dla nich bardzo ważny. Dla ludzi w wieku 50+ odsetek zadowolonych z seksu wynosi jedynie 20%! Smutne, ale… Czy w związku z tym, że młodsze pokolenie staje się bardziej otwarte, dojdzie do rozkwitu praktyk seksualnych, które były dotąd nieakceptowane lub nieznane przez społeczeństwo?

Mamy wrażenie, że średnio co dekadę jest ogłaszane nadejście rewolucji seksualnej. Ale to nie jest rewolucja, ale raczej ewolucja. Zmieniają się czasy, to i ludzie się zmieniają, dostosowując się do nowych realiów. Jeszcze niedawno internet był dobrem luksusowym, a dziś jest podstawą w rozwoju kariery zawodowej czy w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów. Wszystko niesie za sobą zarówno możliwości, ale i ograniczenia. Obecnie większość znajomości zawieramy w wirtualnym świecie, czego sami jesteśmy przykładem. Dzięki sieci poznajemy nowe osoby, a na swoich profilach ogłaszamy organizowane przez nas spotkania i wyjazdy. Kiedyś, pragnąc znaleźć partnerów do zabaw, wysyłało się ogłoszenia do różnych tematycznych gazet. Dziś jest o wiele prościej. Jeżeli potrzebujemy czegoś się dowiedzieć, wystarczy że wpiszemy hasło do wyszukiwarki. Dlatego o seksie wiemy coraz więcej i stajemy się odważniejsi w próbowaniu nowych rzeczy. Jeżeli coś nam nie będzie pasowało, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby poeksperymentować w innej dziedzinie. To my ustalamy zasady gry.

Seks jest bardzo ważny we wzajemnej relacji. Jeżeli w łóżku się nie układa, to i w codziennym życiu również nie będzie się układać. To jest transakcja wiązana. Szybki numerek jest potrzebny, ale dopiero całonocne pieszczoty stanowią kwintesencję bliskości. Pocałunki, patrzenie sobie w oczy, wspólny orgazm – tego się nie osiąga od tak. Na to trzeba pracować, zabiegając o siebie każdego dnia. Słowem, gestem, czułością.

Czy młodsze generacje będą przełamywały kolejne tematy tabu? Pewnie tak, ale przecież swingowanie także nie jest nowością. Już w starożytności były organizowane orgie z pełną wymianą partnerów. Niektóre aspekty seksualności będą po prostu na nowo eksplorowane, a każde pokolenie będzie dodawało do nich coś od siebie.

Wracając do swingu – często podkreślacie jak ważna jest relacja z własnym partnerem. Co w takim razie z singlami? Czy osoba nabierająca doświadczenia seksualnego w ten sposób będzie w stanie zbudować głęboką relację, gdy odnajdzie swoją drugą połówkę? Może znacie jakieś przykłady?

Znamy wiele par, które poznały się na portalach dla swingersów i dziś tworzą wspaniałe związki, pozwalające sobie na spełnianie nawet najodważniejszych fantazji seksualnych. Od samego początku warto grać w otwarte karty, nie ukrywając przed bliską osobą własnych potrzeb. Kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, doprowadzając do bólu i rozpaczy, zatem – po co oszukiwać, skoro szczerością można więcej zyskać? Owszem, boimy się samotności i odrzucenia, ale lepiej podjąć to ryzyko i od razu mówić co nam w duszy gra, niż potem gubić się w plątaninie wymówek i obłudy. Do szczęścia potrzebna jest akceptacja.

W świecie swingu jednak częściej niż singli, można spotkać kochające się pary. Zdarza się, że po okresie zauroczenia przychodzi stabilizacja uczuć. Czasem zdarza się, że jedno z partnerów ma większe potrzeby seksualne. Znane są powtarzające się schematy – oziębła kobieta i jej mąż, posiadający kochanki lub korzystający z usług prostytutek; mąż pracujący za granicą i jego gorąca kobieta potrzebująca miłości. Czy swing mógłby rozwiązać te problematyczne sytuacje? Może Oziębła nagle odkryje nowe podkłady erotyzmu, a Samotna – zaspokojona nie będzie niszczyć swojego związku? To samo tyczy się mężczyzn…

Nie, nie i jeszcze raz NIE! W wielu swoich wpisach na blogu podkreślaliśmy (i podkreślać będziemy dalej), że swing nie może być formą terapii dla kryzysu w związku. Swingowanie to huśtawka emocji, od ekstazy po złość. Jeżeli para boryka się z jakimiś problemami, to swing ich nie uleczy, tylko je pogłębi. Swing jest dla par dojrzałych i stabilnych uczuciowo.

Takich, które opowiadają sobie o wszystkim bez żadnego skrępowania. Takich, które nie boją się brać od życia więcej, wbrew utartym schematom i stereotypom. Takich, które wiedzą, że poradzą sobie z każdą trudną sytuacją, wspierając się na każdym kroku. Takich, które są dla siebie najlepszymi przyjaciółmi.

Jeżeli zdecydujemy się na spotkanie z inną parą lub pójdziemy do klubu, to czy istnieje jakiś savoir–vivre, którym trzeba się kierować podczas spotkania? Czy są jakieś wytyczne, reguły, których trzeba przestrzegać?

Każdy lokal ma swój wewnętrzny regulamin, z którym warto się zapoznać przed pierwszą wizytą. Ale najważniejsza zasada, to „wszystko możesz, nic nie musisz”. Nie wolno zmuszać się do czynności, na które nie mamy ochoty. Przychodząc do klubu nie mamy obowiązku robić czegokolwiek tylko z racji obecności w takim miejscu. Lepiej czegoś nie zrobić niż później tego żałować. Swingowanie to wolność wyboru, więc nie ograniczajmy sami sobie tej wolności, tylko po to, aby sobie lub komuś coś udowodnić. Tędy nie prowadzi droga do spełnienia. Poznając się z nową parą, warto też zapytać jakie ma preferencje. To pozwoli uniknąć wielu niezręcznych sytuacji, które mogą zamienić podniecenie w rozgoryczenie. Należy pamiętać, że NIE znaczy NIE. Jeżeli ktoś nie wyraża chęci na zabawę, bądź w trakcie igraszek sygnalizuje, iż coś jest nie tak – to w żadnym wypadku nie wolno tego ignorować. Tak samo, gdy na przykład dwie pary pragną bawić się wyłącznie w swoim towarzystwie i udają się do osobnego pokoju, należy to uszanować i nie próbować wcisnąć się do nich „na chama”. Niestety, tak najczęściej zachowują się single, którzy traktują wizytę w klubie jedynie jako fizyczne zaspokojenie, nic nie dając od siebie, chcąc tylko brać od innych. Dlatego każde niepożądane zachowanie powinno się zgłaszać obsłudze lokalu, która będzie wiedziała jak prawidłowo się zachować.

Jak każdy wie, seks jest bardzo intymną częścią naszego życia. Wiąże się nierozerwalnie z naszą fizjonomią. Podczas miłosnych uniesień często zatracamy się w odczuciach, zapominając o odruchach naszego ciała. Jest to piękne, ale czasem nie można przestać myśleć o tym, by coś nie zakłóciło zbliżenia. Czasem osoby mają kompleksy na punkcie swojego ciała, lub tego, w jaki sposób reaguje na zmysłowe bodźce. Czy jest się czym przejmować? Czy po prostu dać się ponieść – w końcu, przecież każdy jest tylko człowiekiem…?

Po prostu dać się ponieść – to jest najlepsza rada. Jeżeli serce tak podpowiada, a umysł mu wtóruje, to trzeba spróbować. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Swing ma tak wiele obliczy, że naprawdę można w nim odnaleźć to, czego się szuka. Spotkania w układach 2+1, 2+2, w apartamentach na kilka par. Również kluby swingerskie kuszą różnorodnością imprez. Dlatego wybierając się po raz pierwszy do klubu należy kierować się tematyką wydarzenia, aby jak najlepiej dopasować ją do swoich oczekiwań. Odnośnie kompleksów – chyba nie ma na świecie ani jednej osoby, która by nie chciała czegoś w sobie poprawić. Jak ktoś ma proste włosy, to chce mieć kręcone; wysoki chce być ciut niższym, a niższy marzy o byciu wysokim. I tak można byłoby wymieniać w nieskończoność. Nie ma ludzi idealnych i bardzo dobrze, bo wtedy byłoby nudno i tendencyjnie.

Jednak, żeby wejść w świat swingu trzeba lubić siebie. Nawet z tymi wszystkimi wadami, które w sobie zauważamy. Samoakceptacja jest priorytetowa, bowiem to ona umożliwia osiągnięcie sensualnego zaspokojenia, bez skupiania się na tym, czy dobrze wyglądam, a może jakaś fałdka wysunęła się spod koronki. Taka analiza po prostu zabija przyjemność.

W poprzednim pytaniu rozmawialiśmy o granicach w zachowaniu. A co z granicami w wyglądzie? Ostatnio natknęłam się na bloga, w którym blogerka opisywała niezbyt pozytywne wrażenia osób, które były w klubach swingerskich. Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, gdy przeczytałam komentarz w stylu „Na plakacie reklamowym była seksowna dupeczka, a po wejściu ujrzałem 3 stare wieloryby”. Czy wynika to z ciągle niskiej świadomości ludzi, którzy wchodzą w świat swingu? Czy jednak bycie swingersem wiąże się z ograniczeniami wiekowymi i wyglądowymi? Czytając Waszego bloga odniosłam wrażenie, że swingować może każdy, ale jak jest w rzeczywistości?

To jest jeden z mitów, że do klubu swingerskich chodzą jedynie modelki o idealnych kształtach oraz wymuskani panowie o ciele Adonisa. Tak jak swing jest dla wszystkich, tak i kluby są dla wszystkich. Przychodzą tam ludzie, których pewnie mijając na ulicy nawet nie podejrzewalibyśmy o wizytę w takim miejscu. Natomiast nie można zaprzeczać, że atrakcyjność nie jest istotna. Jest, i to bardzo, bo to na jej podstawie dokonujemy pierwszej oceny. Postrzeganie urody jest jednak stricte subiektywne i to co jednej osobie może się nie podobać, u innej może wywoływać zachwyt.

Obydwoje jesteśmy aktywni fizycznie, bowiem chcemy czuć się dobrze w swoich ciałach. Robimy to dla pozytywnego samopoczucia, jak i dla zdrowia. Wybierając się do klubu, celebrujemy chwile przygotowań. Wspólna kąpiel, dobrany zapach perfum, eleganckie ubrania. Nauczyliśmy się, że dbałość o takie szczegóły dodaje nam pewności i seksapilu, a to przekłada się na seksualne doświadczanie i smakowanie innych.

Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy uczeni jak dbać o czystość i higienę. Tego, że choroby przenoszą się również drogą płciową chyba nie trzeba mówić. Spotykając się z obcą osobą trzeba pamiętać o prezerwatywach. Co jeśli spotyka się więcej osób? Jak poradzić sobie z higieną? Czy istnieje jakaś „apteczka swingersa” – zestaw kosmetyków takich jak żele przeciwbakteryjne, oczyszczające chusteczki, które są niezbędne podczas zabaw? Oraz czy jest jakiś zestaw badań, które warto regularnie wykonywać by zadbać o siebie, a w konsekwencji także innych?

Bezpieczny seks to podstawa rozważnego swingu. To zarówno troska o zdrowie własne, ale także i innych. Dlatego systematycznie się badamy, robiąc cały pakiet badań nie tylko pod kątem wirusa HIV, ale również w zakresie HPV, kiły, rzeżączki, chlamydii. Nie mamy oporów w poproszeniu lekarza o wystawienie skierowania, bo jesteśmy dorosłymi i świadomymi ludźmi. Owszem, zdarzały się sytuacje, kiedy służba zdrowia, nawet ta prywatna, okazywała się być konserwatywna w swoich poglądach i musieliśmy się wykłócać o możliwość dokonania badań. Jest to przykre, bo profilaktyka nie powinna być czymś zakazanym, lecz ogólnodostępnym. Świadomość seksualnego bezpieczeństwa powoli wzrasta, ale wciąż jest jeszcze dużo do zrobienia w tej dziedzinie.

Niezależnie czy udajemy się do klubu czy na spotkanie w apartamencie, mamy ze sobą stały zestaw potrzebnych rzeczy. Ulubione prezerwatywy (dopasowane zarówno pod kątem rozmiaru, jak i grubości ścianek), płyn i chusteczki do higieny intymnej, środki dezynfekujące, a także żel nawilżający, stosowany po zakończonej zabawie. Tak, aby zawsze było czysto, świeżo i rozkosznie.

Bardzo dziękujemy za poświęcony czas. Czy jest coś, co chcielibyście dodać od siebie?

Tak! Nasze swingerskie motto brzmi „Życie jest za krótkie, aby się nie bawić”. Wyjdźcie poza utarte schematy, próbujcie nowych rzeczy, bo to jest najlepsza droga do odkrywania nieznanych horyzontów. Zajrzyjcie w głąb siebie, odpowiedzcie na pytanie czego poszukujecie oraz nazwijcie towarzyszące Wam emocje. To nie będzie łatwe zadanie, ale tylko tak dowiecie jakie pragnienia w Was się kumulują. Nie trzymajcie ich dłużej w sobie, tylko uwolnijcie je i przekonajcie się, dokąd Was zaprowadzą.

Rozmawiała: Mia

Opublikowano:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.