Rozdział III: … i ślubuję Ci wierność (sic!)

Wierność, miłość i… Hipokryzję.

O ile potępiam poligamię emocjonalną (nie, nie można kochać 2 osób na raz…), to w łóżku ją dopuszczam i toleruję. Istotna jest bowiem więź emocjonalna, która łączy ludzi.

Wspominałam Wam kiedyś o swingowaniu. Wiecie, to taki rodzaj aktywności seksualnej, w której oprócz Waszej dwójki, jest jeszcze jedna para. Albo dwie. Albo kilka. W każdym razie możecie, ale nie musicie się wymieniać partnerami, a nawet – możecie, ale nie musicie w ogóle uprawiać seksu. I nikt Wam nie zabroni patrzeć.

Istnieją podobno badania, które mówią, że swinguje się około 1-4% populacji. Hmmm… Ja mam wrażenie, że więcej, ale cóż. Badania to badania.
Wszystkie informacje, jakie znalazłam w sieci sprowadzały się do tego, że swingersi (osoby zainteresowane taką formą aktywności seksualnej), mają problemy emocjonalne, ich związki są niestabilne i wcześniej czy później się rozpadną.

Nie wierzcie, nie czytajcie i jeśli chcecie – spróbujcie. Pod warunkiem, że obydwoje tego chcecie, i sprawi Wam to przyjemność. Nie zmuszajcie się do niczego, co mogłoby zachwiać Wasz związek i spowodować utratę zaufania. Swingowanie bowiem jest możliwe wtedy, kiedy ufacie sobie bezgranicznie i wiecie, że to tylko zabawa. Potraficie odróżnić perwersyjną fantazję od uczucia i jesteście dla siebie najważniejsi.

Mogę Wam zdradzić nasz sekret, mój i Damiana. W klubie się pieprzymy, a po powrocie do domu – Kochamy. Tak. Jest różnica, ogromna. Tylko, że my ją czujemy.

Nasza pierwsza wizyta w klubie swingerskim była bardzo stresująca. Bardziej przejmował się tym Damian, bo nie za bardzo wiedział, jak ma się ubrać. W takich klubach zazwyczaj panuje określony z góry dress code. Kobiety w bieliźnie, mężczyźni w bokserkach i ewentualnie koszuli. Zostawiliśmy rzeczy w szatni i przeszliśmy do baru. Miejsce było bardzo kameralne i panowała w nim bardzo przyjemna atmosfera. Usiedliśmy przy barze, wypiliśmy drinka i poszliśmy obejrzeć resztę klubu. Za ciemnymi kotarami ukazywały się małe i większe sypialnie, w których znajdowały się liczne okienka – tak, by inni mogli podglądać. W samym centrum klubu stała wielka kanapa, na której można było przysiąść, wypić drinka i zapoznać się z innymi parami. W kolejnych pomieszczeniach – pokój do zabaw BDSM, jacuzzi i pokój do masażu erotycznego. Stwierdziliśmy zgodnie, że póki co, kanapa nam wystarczy. Naprzeciw niej wisiał telewizor, na którym wiła się Alexis Texas, więc czego chcieć więcej na pierwszy raz 😉 ?

Po kilku drinkach i kilku rozmowach z parami (od młodych po starych – nie pytajcie teraz. Niedługo Wam opiszę pełny przekrój ludzi tam przychodzących), jedna z nich zapytała się, czy pójdziemy się z nimi bzykać. Nie musimy się wymieniać parterami, po prostu chcą na nas patrzeć. Zgodziliśmy się. Zarekomendowali łóżko wodne, na które w sumie się zgodziliśmy, ale umówmy się – co kto woli. Przy ars amandi preferujemy twardsze podłoże. Nasza para szybko przeszła do rzeczy. My również. Praktycznie nie ingerowaliśmy w to, co robimy. Równie podniecający był sam fakt, że robią to przy nas. Po chwili pojawiły się dwie kolejne pary, potem następna. Osiem pieprzących się w jednym miejscu osób! Nie byłabym sobą, gdybym wówczas nie wylizała cipki innej dziewczyny, a że miałam ich troszkę więcej – Hmm… Dwie na raz 😀

To uczucie nie do opisania. Maksymalny poziom doznań, który nie tylko uzależnia, ale przede wszystkim spaja związek. Nie można czuć mocniej miłości swojego mężczyzny, niż w otoczeniu innych par. To, jak patrzy Ci w oczy, deklarując przy tym oddanie i poświęcenie przebija każdą przysięgę miłości. To wyższy poziom zrozumienia swoich pragnień i fantazji. Niezwykłej dozy tolerancji i szczerości, której – o zgrozo – jakże często w „normalnych związkach” nie ma…

Opublikowano:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.